12 września 2014

"Alicja i Lustro Zombi" - Gena Showalter

Tytuł: Alicja i Lustro Zombi
Tytuł oryginalny: Through the Zombie Glass
Seria: Kroniki Białego Królika, tom 2.
Autor: Gena Showalter
Wydawnictwo: Mira (Harlequin)
Data wydania:  maj 2014
ISBN: 978-83-238-9549-7
Liczba stron: 448
Cena: 34,99 zł
Natalia - moja ocena: 9,5/10

Gdy czytałam i recenzowałam pierwszy tom przygód Alicji w świecie zombi (recenzja), nie byłam pewna, czy mogę kiedykolwiek i jakkolwiek przekonać się do tych stworów. Po prostu nie znosiłam zombi i nie znoszę ich dalej. Sprawa ma się jednak zgoła inaczej w sprawie książek Geny Showalter. Pokochałam ją już kilka lat temu za serię o Mrocznych Wojownikach, więc musiałam zaryzykować i z nowymi tytułami. Pierwszy tom, "Alicja w Krainie Zombi" bardzo mi się spodobał i niemal nie mogłam poznać samej siebie. Z drugą częścią pt. "Alicja i Lustro Zombi" jest podobnie.

Alicja odpoczywa po ostatniej walce. Przynajmniej tak powinno być. Gdyby tylko mogła znaleźć sposób na dręczące ją koszmary z wypadku, w którym zginęła rodzina. I to nie koniec problemów. Tik-tak. Wizje jej i Cole'a nie wracają... za to pojawiają się między Alicją i Gavinem, jego przyjacielem. Prowadzi to do serii zdarzeń, w wyniku których dziewczyna odnosi wrażenie, że traci zdrowe zmysły. Widzi w lustrze swoje odbicie, które wcale nim nie jest - Ali z lustra robi zupełnie co innego. Tik-tak. Po jednej z walk przez długi czas nie może dojść do siebie. Zaczyna martwić się o przyjaciółki i babcię, a gdyby tego było mało, Cole sprowadza jedną ze swoich eks, która najwyraźniej wcale nie zamknęła rozdziału z ich związkiem. Tik-tak. Zegar ciągle tyka, a Ali ma coraz mniej czasu, by coś wymyślić... i przeżyć.


Nie umiem wyjaśnić, dlaczego tak długo zabierałam się za tę książkę. Pierwszy tom wyjątkowo mi się podobał, a do drugiego ciągnęło mnie jedynie początkowo. Chyba się bałam, że kontynuacja będzie gorsza. I po przeczytaniu pierwszych kilkunastu stron dalej byłam pełna tej obawy. Po kilku kolejnych stwierdziłam, że muszę wprowadzić nową złotą zasadę - nie oceniaj książki po pierwszych kilkunastu stronach.

Szalenie podobał mi się niemal każdy wątek, nawet ten nieszczęsny czworokąt (przynajmniej nie trójkąt) para-miłosny. Para nie w znaczeniu paranormalny - po prostu dwie osoby osoby czuły miłość, cztery pożądanie, jedna chciała tylko seksu, dwie czegoś więcej, a dwie pragnęły tylko jednej, tej samej osoby z pozostałej dwójki. Poplątałam, pomieszałam i w ten sposób niczego nie zdradziłam, a opisałam zawiłość części wątku miłosnego. Części, gdyż nie uwzględniłam Kat i Szrona ani Reeve i Bronxa, ale zapewniam Was, że i tu jest co czytać. Uwielbiam każdą z tych postaci, więc cieszę się, że miały dużo dialogów i scen jak na 448 stron powieści o Alicji i zombi.

A właśnie, zombi doznają tutaj pewnej mutacji, przez którą walki stają się trudniejsze i znacznie dłuższe. W wyniku jednej z nich Justin zostaje zaatakowany, a zaraz po nim i Alicja. Tylko że jedynie dziewczyna musi mierzyć się z późniejszymi konsekwencjami. Pomysł na wątek i nowe powiązanie Ali i zombi wręcz niesamowicie mnie zafascynował. Sytuacje rodem z horrorów lub thrillerów psychologicznych, miałam nawet skojarzenia z "Czarnym łabędziem" z Natalie Portman w roli głównej. Chociaż w pewnym momencie miałam już dość dziwnych starć, jednocześnie nie mogłam się bez nich obejść i łaknęłam ich. Byłam głodna. Musiałam się pożywić. Jeść. Głodna. Zimno.

Dość!
Uff, wróciłam do Was!
Krótko mówiąc, zapałałam do Alicji większą sympatią niż w pierwszym tomie. Na temat Cole'a przewijało mi się w głowie wiele słów, z czego większością chyba upodobniłam się do myślenia Mackenzie i Triny. Jednak w końcu, jak zaczęłam go rozumieć (ach, ci faceci w książkach dla dziewczyn!), udało mi się zapałać do niego sympatią.

Z grafiki uwielbiam symbolikę okładki i szkła będącego na granicy stłuczenia. Sama chciałam stłuc wszystkie lustra w pobliżu bohaterów. Znowu muszę pochwalić tytułowanie rozdziałów. Lubię ten zabieg, gdy tytuły mają sens, a tutaj miały go jak najbardziej.

Nie polecam "Alicji i Lustra Zombi". Oj nie, drodzy Czytelnicy, nie mogę Wam tego zrobić. Gena Showalter skradnie Wam kilka godzin i nie pozwoli odejść choćby na minutę. Wszystko będziecie robić z tą książką w ręku lub obok, ale tak, by móc ją wciąż czytać. Będziecie recytować niektóre dialogi na głos, by zaraz przeżywać kolejne ukłucia igłą wraz z bohaterami i Waszym antidotum na książkę. Tylko że na czytelników ono nie działa, więc strzeżcie się albo poddajcie pragnieniu przeczytania również trzeciego tomu Kronik Białego Królika.

Za poznanie dalszych przygód Alicji dziękuję wydawnictwu Mira (Harlequin).