25 lipca 2013

"Dziewięć żyć Chloe Kig" - Liz Braswell



Tytuł: Dziewięć żyć Chloe King. Upadła
Tytuł oryginalny: The Nine Lives of Chloe King. The Fallen
Autor: Liz Braswell
Tłumaczenie: Bożena Jóźwiak
Seria/cykl wydawniczy: Dziewięć żyć Chloe King. Tom 1
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: marzec 2013
ISBN: 9788363622145
Liczba stron: 300
Cena: 34,9 zł
Natalia - moja ocena: 7/10





Niektóre historie mają niesamowite kampanie reklamowe. Co prawda, w Polsce nie reklamuje się książek inaczej niż w Internecie albo w gazetach, ale i tu trudno o dobre przeprowadzenie takowej. “Dziewięć żyć Chloe King. Tom 1. Upadła” autorstwa Liz Braswell miało ją całkiem udaną. Pamiętam te tłumy w Internecie rozpisujące się, jak bardzo chciałyby przeczytać tę książkę, a potem kolejnych recenzentów piszących, jak bardzo ich ona zachwyciła. Jak zobaczyłam ją na Warszawskich Targach, po prostu nie mogłam odpuścić.

Chloe King ma na dniach skończyć szesnaście lat. Z okazji urodzin dzień wcześniej zaprasza przyjaciół na wagary. Wdrapują się na wysokość siedemdziesięciu metrów na jedną z wież, z której Chloe spada. I przeżywa. Bez żadnego większego urazu niż siniaki wstaje i godzi się, by przyjaciele zabrali ją do szpitala, gdzie nikt nie wierzy w taki rozwój wypadków. Od tej pory w jej życiu dzieją się dziwne rzeczy i nikt nie może jej pomóc w odkryciu tajemnicy. Chloe musi sama dowiedzieć się, kim tak naprawdę jest.

Przyznam Wam, że samo nazwisko dziewczyny przywołało skojarzenie z “Królem Lwem” oraz nasunęło wniosek, że autorka nie stworzyła z Chloe zwykłego kota, a właśnie cudnego i majestatycznego lwa. Polubiłam tego z powieści Ilony Andrews, więc i tu uśmiechnęłam się na samo skojarzenie. I cóż, chociaż nie zostało to wprost podane, czy Chloe jest zwykłym kotem, czy lwem, czy innym stworzeniem z rodziny kotowatych, nie zawiodłam się, chociaż Curran ciągle króluje w lwim rankingu.



"Dziewięć żyć Chloe King" jest świeżym powiewem w świecie literatury paranormalnej. Dawno, poza wspomnianą Iloną Andrews, nie czytałam o ludziach-kotach, dlatego historia niezwykle mnie nęciła. Skojarzenie z "Królem Lwem" tylko spotęgowało moją chęć posiadania tej książki. Pochłonęłam ją w ciągu jednego dnia podczas pobytu na Mazurach. Umiliła mi dzień i pozwoliła zapomnieć o stresie związanym z powtórną rekrutacją na studia. Aczkolwiek lektura nie była zbyt ambitna. Ot, taka historia dla młodzieży. Momentami nie trzymająca się kupy i nieco absurdalna, a momentami zapierająca dech w piersiach.

Najważniejszą rzeczą jest fakt, że Chloe nie jest zmiennokształtną. Ma kocie cechy jak zwinność, czasami spryt, świetnie widzi w nocy, ale przy tym wszystkim nigdy nie zmienia swojej postaci. Tylko tyle, że z palców wyrastają jej szpony, gdy jest zła... lub też wyjątkowo namiętna. Ogółem Chloe King jest typową nastolatką. Chodzi do szkoły, interesuje się chłopcami, w tym jednym w szczególności i gdy zwraca on na nią uwagę, dziewczyna niemal traci rozum ze szczęścia. Ma dwójkę przyjaciół, którzy dość szybko po jej wypadku na wieży przynoszą szokujące dla niej wieści. Pracuje razem z dziewczyną, której nie da się lubić, ale która, jak mam nadzieję, będzie mieć jeszcze jakiś większy udział w życiu Chloe. I jak normalna i stereotypowa nastolatka, przeżywa miłosne dylematy.

Prolog odbiera mowę. Możecie go przeczytać na portalu ParanormalBooks pod tym adresem. Jestem pewna, że narobi Wam takiego samego smaku na lekturę jak mnie. Zapowiada nieco mroczny klimat, wprowadza zabójców i wyjaśnia trochę tytułowe dziewięć żyć.

Ze wszystkich innych postaci przyjaciele Chloe: Amy i Paul wydali mi się najmniej interesujący. Dziewczyna jest "poetką", przynajmniej we własnym mniemaniu, chłopak zaś sam nie wie, wobec kogo woli być lojalny. Mamy też dwóch amantów dla naszej bohaterki: Aleka, młodego Rosjanina, o którego względy zabiegają wszystkie dziewczyny w szkole oraz Briana, który przykuwa uwagę Chloe podczas godzin pracy. Jak dla mnie każda z tych postaci była dość płytko opisana. Z nikim, wliczając główną bohaterkę, się nie zżyłam. Kibicowałam tylko Chloe podczas walk... i tyle. Nie ruszyła mnie ani trochę mocniej. Miejmy nadzieję, że zmieni się to w kolejnym tomie, którego okładkę macie po prawej.


Bardzo dobrym...i przewidywalnym posunięciem ze strony autorki było wymyślenie organizacji, która ściga Chloe. Podobnie jest z nasłaniem na nią znajomej osoby - oczywiste, do bólu przewidywalne, ale jednocześnie budujące napięcie. Jednak co z tego napięcia zbudowanego o wiele lepiej niż w ostatnio recenzowanym thrillerze "Wieża sokoła" (recenzja), gdy finał i wszystkie wydarzenia w nim następujące są znowu oczywiste, jeżeli czytelnik chociaż trochę uważał podczas lektury i śledził kolejne pojawiające się fakty na temat Chloe. Troszkę mnie to ubodło i po skończeniu odkładałam książkę na półkę z rozczarowaniem. Wierzę jednak , że w drugim tomie, który u nas pojawi się już na jesieni tego roku, tempo akcji przyspieszy, dowiemy się więcej o zdolnościach i naturze Chloe, jak i prawdziwych intencjach Aleka i Briana.

Gdzieś tam w głębi siebie chowam też nadzieję, że poezja Amy ni stąd, ni zowąd, zacznie przekazywać Chloe wskazówki, jak uniknąć śmierci... Podobnie gdzieś tam w środku siedzi we mnie przekonanie, że Chloe do końca trylogii (kolejnej na rynku!, jakby wszyscy autorzy fantastyki umieli liczyć tylko do trzech) zdąży zginąć te osiem razy, by przebieg dziewiątego życia był pełen nieustannego napięcia.

 Język powieści jest odpowiedni dla nastolatków i literatury młodzieżowej. Nie można się po nim zbyt dużo spodziewać i może dzięki takiemu nastawieniu się do tej książki pod względem językowym, nie byłam rozczarowana. Momentami opisy były barwne i naprawdę realistyczne, a kiedy indziej brakowało mi w nich pewnych szczegółów, które bardziej popchnęłyby mnie do świata powieści.
Polskie wydanie jest przepiękne. Od początku jestem oczarowana tymi zielonymi oczętami na okładce, użytą czcionką i szarymi wzorami na około tytułu. Po prostu prześliczne wykonanie.

Do książki powstał również serial. Nie oglądałam... jeszcze, ale może znajdę sposób, by obejrzeć go w czasie zbliżającego się pobytu nad morzem. Polecacie?


Książkę polecam i to mocno, bo to naprawdę przyjemna lektura. Tak w sam raz na wakacje. Można usiąść na leżaku, wziąć ją w ręce, przeczytać w kilka godzin i przy okazji zdobyć ładną opaleniznę. Może takowa doda wszystkim zielonookim, w tym mnie samej, nieco kociego wyglądu, bo o pazurach możemy chyba tylko pomarzyć :)