12 maja 2015

Siła pożądania w "Barwach miłości" - Kathryn Taylor

Tytuł: Barwy miłości
Tytuł oryginalny: Colours of Love
Autor: Kathryn Taylor
Wydawnictwo: Akurat
Data wydania: kwiecień 2015
ISBN: 9788377589649
Liczba stron: 352
Cena: 34,99
Martyna - moja ocena: 7,5/10


Literatura erotyczna to coś, co bardzo lubię. I choć między poszczególnymi powieściami z tego gatunku na każdym kroku widać masę podobieństw, dalej dzielnie trwam przy swoim upodobaniu. Nie lubię jednak, gdy na okładce widnieje porównanie do Grey'a i zazwyczaj omijam te akurat powieści. Z "Barwami miłości" było jednak inaczej i od początku chciałam je mieć.
A oto kilka słów na temat moich odczuć :)

Amerykanka Grace Lawson to dwudziestodwuletnia studentka ekonomii, która właśnie dostała życiową szansę, czyli trzymiesięczną praktykę w jednej z największych Brytyjskich firm "Huntington Ventures". Właścicielem firmy jest przystojny, bogaty i niedostępny Jonathan, który swoją osobą wzbudza uwielbienie wszystkich kobiet. Nic więc dziwnego, że i młodziutka Grace wpada w jego sidła i daje się całkowicie uwieść. Tyle, że Jonathan nie jest facetem lubiącym zobowiązania. W jego życiu bowiem obowiązują trzy zasady: żadnych emocji, żadnych uczuć, żadnego zaangażowania.
Czy Grace obezwładniona pożądaniem do tego niebezpiecznego mężczyzny, będzie w stanie przystać na jego warunki i całkowicie się mu podporządkować?
Moi drodzy, nastał ten dzień! Dzień, w którym to ja piszę Wam: TAK! TA KSIĄŻKA JEST PODOBNA DO GREYA! Myślałam, że nigdy nie usłyszycie z moich ust takiego wyznania, co sprawia, że jestem w większym szoku. Ale, ale... Dla tych, którzy jeszcze tego nie wiedzą, trylogia Pięćdziesiąt odcieni nigdy nie była przeze mnie hejtowana, a to oznacza, że choć książka Kathryn Taylor jest słabszą wersją historii Szarego, nie rozczarowała mnie.

"Barwy miłości" to powieść przedstawiająca losy Grace i Jonathana. Grace, podobnie jak Ana, nie jest chodzącą boginią, nie ma doświadczenia seksualnego, jest niewinna, naiwna i momentami wręcz głupiutka. Tak, z pewnością można nazwać tę bohaterkę głupiutką, bo choć jej kolor włosów to rudy, jej postawa prezentuje stereotypowe zachowanie typowej blondynki. Na początku nawet mnie to bawiło - jej nieporadność i infantylność. Później natomiast zaczęło mnie to delikatnie drażnić. I to właśnie różni tę bohaterkę od Any, która o dziwo nigdy mnie nie irytowała.

Jonathan natomiast to całkowite odzwierciedlenie Christiana. Władczy, lubiący sprawować kontrolę nad każdą dziedziną życia, przystojny, bogaty, niezwyciężony i dostający dokładnie to, czego chce. Jedyna różnica polega na upodobaniach seksualnych obu bohaterów, bo choć Jonathan również skrywa mroczne tajemnice, w książce nie pojawia się wątek BDSM.

Kathryn Taylor w przeciwieństwie do E L James, historię swoich bohaterów ukazała jako romans typowo biurowy, a to kolejna rzecz, która różni obie książki. Bohaterowie "Barw miłości" pracują razem i choć z początku do niczego między nimi nie dochodzi, niemal na każdej stronie możemy wyczuć budzące się między nimi pożądanie. Autorka postarała się o to, by między postaciami wręcz iskrzyło od niewypowiedzianych emocji i wstrzymywanej żądzy i uważam to za duży plus.
Również w kwestii językowej i stylistycznej powieść wypada dużo lepiej
. Pani Taylor ma na swoim koncie już kilka książek i było to czuć podczas czytania. Jej dialogi nie były tak ubogie, a i opisy zawierały większy zakres słów niż w przypadku "50 twarzy...".

W tej książce występuje również pewien podział. Czytając pierwszą połowę ciężko jest się w ogóle domyślić, że jest to literatura erotyczna, gdyż pierwszy kontakt seksualny między bohaterami, występuje dość późno. Dla miłośników szybkiej akcji i wartkiej fabuły może stanowić to nie lada przeszkodę, ponieważ kiedy historia bohaterów zmierza w końcu do punktu kulminacyjnego, okazuje się, że to już koniec. I ja osobiście bardzo nad tym ubolewam. Tym bardziej, że wieści o kolejnym tomie jeszcze się nie pojawiły.
Podsumowując całą moją opinię: ilość podobieństw i powielonych schematów sprawiła, że pokusiłam się o porównanie "Barw miłości" z "50 twarzami Grey'a". Obie książki mają zarówno tyle plusów, co minusów i z pewnością obie podzielą czytelników na zwolenników i przeciwników. Dla mnie, czyli dla osoby, która do końca życia będzie sentymentalna w stosunku do powieści E L James, powieść Taylor daje radę i nie uważam jej za stracony czas. Czytało mi się ją lekko i potrafiła wzbudzić moje zainteresowania, a nawet wywołać emocje. Dlatego na koniec powiem tylko tyle: Polecam tym, dla których literatura erotyczna to chleb powszedni. Jestem pewna, że ta pozycja jest warta Waszej uwagi ;)

Za książkę i wspaniały prezent w postaci świeczki, serdecznie dziękuję!