Tytuł: Hellheaven
Autor: Raven Stark
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: marzec/kwiecień 2015
Liczba stron: 290Data wydania: marzec/kwiecień 2015
Cena: zł
Martyna - moja ocena: 5/10
Fantastyka to nie do końca moja rzecz, zwłaszcza ostatnio. Oddalam się od tego gatunku coraz bardziej i bardziej z każdym dniem. Pewnie nigdy nie sięgnęłabym więc po "Hellheaven", bo nie dość, że określana jest mianem fantastyki, jest to też debiut i to w dodatku polskiej autorki. Okładka i opis mają w sobie jednak jakąś tajemnicę, która przyciągnęła moją uwagę i zmusiła do przeczytania tej książki. Bardzo żałuję, że nie było zbyt warto.
Camille jest nastolatką, której życie z dnia na dzień przeradza się z zupełnie normalnego w istną katastrofę. Dziewczyna zaczyna miewać koszmary, w których pojawia się nieznajoma kobieta zmuszająca ją do popełnienia samobójstwa, jej przyjaciółka znika nagle w niewyjaśnionych okolicznościach, w szkole pojawia się przystojny Max, który od początku wydaje się być dziwny, a w dodatku rodzice bez słowa wysyłają ją do szkoły zwanej Hellheaven. Camille nie ma pojęcia co myśleć o tym wszystkim, a gdy puzzle zaczynają już układać się w jedną całość, okazuje się, że prawda jest czymś zaskakującym i przerażającym jednocześnie.
Nie będę ukrywać, że "Hellheaven" było dla mnie dość trudną lekturą. Książka zaczęła się interesująco i od pierwszych stron można było wychwycić jej potencjał, jednak wykonanie okazało się być o wiele słabsze niż zakładałam.
Powiem otwarcie - rozczarowałam się. Dawno już nie byłam tak zawiedziona żadną książką, lecz najbardziej boli mnie chyba to, że z historii, z której można by naprawdę dużo wycisnąć, autorka nie wydobyła praktycznie niczego, co mogłoby być uznawane za świeże.
Zapowiadała się historia owiana tajemnicą i mrokiem, a skończyło się na tym, że jedyne tajemnice, jakie się pojawiły, to te wynikające z braku spójności w tekście.
Autorka rozpoczęła wiele wątków, ale żaden nie został odpowiednio poprowadzony. Pojawiły się zagadki, z których praktycznie ani jedna nie została rozwiązana. Czytając, w mojej głowie pojawiały się tylko kolejne znaki zapytania, które nie zniknęły nawet po przeczytaniu całości. Wydaje mi się, że Raven Stark po prostu przedobrzyła z ilością niewiadomych i zawarła w książce tak wiele sekretów, że później już sama zaczęła się w nich gubić.
"Hellheaven" to w moim odczuciu zlepek wszystkich możliwych do powielenia schematów: szkoła z internatem, przystojny i bogaty chłopak skrywający sekret, bohaterka, która okazuje się być dziedziczką tronu, rodzinne machlojki, itp, itd. Nie było tu niczego, co mogłoby zaskoczyć. Typowa młodzieżówka połączona z fantastyką. A jeśli już o tym mowa...
"Fantastyka" - z czym kojarzy Wam się to słowo? Z nadprzyrodzonymi istotami o potężnej mocy? Mi też! A co można otrzymać od "Hellheaven" w ramach fantastyki? Villianów, o których w całej książce można przeczytać może cztery zdania!
I tu nasuwają mi się pytania: Droga autorko, dlaczego to zrobiłaś? Dlaczego zamiast rozwinąć jedyny nietypowy wątek w książce, olałaś go skupiając się na rozwijaniu romantycznych relacji między postaciami, między którymi nie było nawet małej, maleńkiej iskierki?!
Naprawdę chciałabym móc to zrozumieć, bo jest to dla mnie olbrzymią zagadką.
Wiecie co myślę? Że może gdyby nie wpisywać tej powieści w ramy fantastyki, nie byłaby ona taka zła. Jeśli autorka stworzyłaby zwyczajną młodzieżówkę, bez tych wszystkich prób wciskania wątków nadprzyrodzonych, byłoby o wiele lepiej. Książkę bowiem czyta się szybko, od czasu do czasu pojawiają się jakieś ciekawe przebłyski i myślę, że nastolatkom mogłoby się podobać. Niestety obawiam się, że w tej formie książka nie zachwyci zbyt szerokiego grona czytelników, bo choć przez całą książkę ciągnie się jakaś tajemnicza aura i niedopowiedzenia, nie zostają one wyjaśnione, a porzuconych wątków jest tyle, co bezpańskich psów.
Pewnie jesteście ciekawi, dlaczego z jednej strony objechałam książkę z góry na dół, a z drugiej oceniłam ją aż (!) na 5. Odpowiedź kryje się w czymś, co da się wyczuć w całej tej powieści, a jest tym młody wiek autorki. Kiedy czytałam początki, przymykałam oko na wiele nieścisłości w fabule, mając przeczucie, że autorka jest bardzo młoda. Widać to w zdaniach, jakich używa, w sposobie pisania, w chaosie, jaki można dostrzec w tej książce i wielu, wielu innych rzeczach. Gdy dowiedziałam się, że autorka podczas pisania tej powieści miała zaledwie 15 lat, zaczęłam patrzeć na całość z troszkę większą pobłażliwością i stąd moja ocena. Nie zmienia to jednak faktu, że na dzień dzisiejszy moje spotkania z literaturą Raven Stark skończą się na tej jednej jedynej pozycji. I nawet pomimo tego, że zakończenie było zaskakujące, ja chyba nie zdecyduję się już na kolejne tomy. O ile, rzecz jasna, zostaną kiedykolwiek wydane.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa!