11 stycznia 2015

Namaluj mi świat w "Księdze portali" Laury Gallego

Tytuł: Księga Portali
Tytuł oryginalny: El libro de los portales
Autor: Laura Gallego
Wydawnictwo: Dreams
Data wydania: październik 2014
ISBN: 978-83-63579-45-6
Liczba stron: 570
Cena: 44,9 zł
Natalia - moja ocena: 8/10


Zachęcona opiniami o "Tam gdzie śpiewają drzewa", sięgnęłam wpierw po nowość Laury Gallego na polskim rynku. "Księga portali" miała być oryginalna i była. Miała fascynować - zgadzam się, fascynowała. Mimo to lektura okazała się dla mnie wyboistą drogą, na której nie mogłam utrzymać stałego kursu i ciągle zbaczałam na trawy i polany wokół.
Laura Gallego pochodzi z Walencji, gdzie czytelnicy zakupili już ponad milion egzemplarzy wydanych przez nią książek. W wieku 11 lat napisała z koleżanką pierwszą powieść fantasy i od tego czasu zapałała pasją do pisania, której efekty możemy dziś podziwiać.

Tabit jest studentem ostatniego roku Akademii Portali. Jej Mistrzowie jako jedyni potrafią malować niezwykłe portale służące do podróżowania z miejsca na miejsce, stanowiące wielką sieć komunikacyjną w Daruzji. Obowiązują ich ścisłe zasady, dzięki stosowaniu których ich prace są wykonywane z najwyższym profesjonalizmem i jakością techniczną. Gdy Tabit dostaje swoje pierwsze zlecenie na namalowanie portalu biednemu wieśniakowi jako pracę zaliczeniową, wpada w pewną pułapkę. Na drodze jej realizacji niespodziewanie zostaje uwikłany w różnorodne intrygi, poznaje nowe osoby, zawiera zaskakujące przyjaźnie i odkrywa tajemnice, które mogą zniszczyć Akademię Portali, zaś czytelnik dostaje możliwość zajrzenia do daruzyjskiej kopalni bodarytu i odkrycia jej sekretów.

Muszę przyznać, że niesamowicie ciężko było mi "wejść" w tę historię. Początek mnie nużył, szykowałam się na dłużące się czytadło o wszystkim i o niczym. Pierwsze pięćdziesiąt stron było istną drogą przez mękę. Mówiłam sobie "czytaj, czytaj, czytaj" i czytałam... po kilka stron na kilka dni. W końcu zawzięłam się i zmusiłam do dłuższej lektury, w wyniku czego, ku mojemu zdziwieniu, wreszcie się wkręciłam w akcję!
Było tak dlatego, iż autorka postawiła na wprowadzenie czytelnika w utworzony świat i dopiero potem rozwijanie akcji i napędzanie wydarzeń. Najpierw przedstawiła, jak Daruzja funkcjonuje, opisała istotę portali oraz strukturę Akademii i kopalń. Następnie zaczęła rozwijać wątki i dokładniej przedstawiać bohaterów, pozwalając na porządne zagłębienie się w historii. Pod tym względem "Księga Portali" jest świetnym przykładem powieści, której warto dać szansę i przeczytać te pierwsze 100 stron, by dać się wciągnąć.

Sami bohaterowie byli różni, różniaści. Każdy dźwigał własny bagaż doświadczeń, które nieustannie wpływały na jego zachowanie i dokonywane wybory. Żadnego nie można uznać za papierowego ani sztucznego. Spotkania ze sobą nawzajem w różnych sytuacjach ujawniały kolejne cechy i rozwijały ich osobowości.
Nie oznacza to jednak, że wszyscy mnie zachwycili. Część mnie zaciekawiła - jak Tabit i Cali. Bardzo polubiłam ich rozmowy, osobowości i sam pomysł autorki na nich. Co prawda, czasami Cali wydawała mi się nieco dziwna, ale szybko do tego przywykłam. Za to Tash wywołał we mnie mieszane uczucia. Z początku byłam obojętna, ale gdy poznałam pierwszą ważną informację na temat tej postaci, najpierw trochę zbaraniałam...a potem momentami biłam głową o ścianę, czytając o jej zachowaniu. 

W nowej historii Laury Gallego nie znajdziecie żadnych schematów. Oparta została na świeżym pomyśle i przedstawiona w sposób mający utrzymać uwagę czytelnika (tylko ten wstęp był zbyt rozwlekły). 
Autorka ma bardzo lekkie pióro, pisze językiem w sam raz dla starszej młodzieży. Skupia się na szczegółach, wywołuje w nas emocje, pozwala wyobrazić sobie nawet najbardziej abstrakcyjne kształty i obrazy. 

Każdy miłośnik fantastyki znajdzie coś dla siebie w "Księdze portali". Niepowtarzalną przygodę, wątek kryminalny, nieco romantycznej atmosfery, sekrety, piękne malunki i odległe miejsca. Całkiem smaczna uczta dla wyobraźni. Dlatego zastanówcie się nad tą książką oraz nad faktem, że zbiera tyle pozytywnych opinii i nie zrażajcie się po pierwszych stronach. Ja potrzebowałam okołu stu, żeby się przekonać.

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Dreams.