12 czerwca 2014

"Miłość o smaku cannoli" - Jennifer Probst

Tytuł: Miłość o smaku cannoli 
Tytuł oryginalny: All The Way
Autor: Jennifer Probst 
Wydawnictwo: Akapit Press 
Data wydania: marzec 2014 
ISBN: 978-83-62955-98-35 
Liczba stron: 320 
Cena: 38 zł 
Natalia - moja ocena: 7/10

Zgodnie z postanowieniem, że "Gra o miłość" (recenzja) to dopiero początek mojej przygody z Jennifer Probst, sięgnęłam po kolejną książkę autorki. Tym razem pod ostrze poszła "Miłość o smaku cannoli". Zaczęłam od zerknięcia na informację o autorce i od razu zdobyła dodatkowe punkty sympatii za to, że wydała pierwszą książkę w wieku dwunastu lat. Ja w sumie miałam jedenaście lub dwanaście, jak moja pierwsza powieść ujrzała światło dzienne, więc bardzo mnie to zbliżyło z autorką. Jednak czy dało to cokolwiek książce?

Miranda jest znaną krytyczką kulinarną. Odwiedza różne restauracje bez zapowiedzi i incognito, by sprawdzić ich poziom i zrecenzować we własnej kolumnie "Miranda je" w jednej z gazet. Zazwyczaj jada wraz z przyjacielem, Andym. Pewnego dnia zaciąga go do włoskiej restauracji Mia Casa. Jakież jest jej zdziwienie, gdy zamówienie odbiera od nich mężczyzna, który kilka lat wcześniej zostawił ją samą bez żadnej zapowiedzi i to zrywając z nią przez maila - Gavin Luciano. Okazuje się być właścicielem restauracji, co daje Mirandzie świetny powód do zemsty za cały zadany ból. Gavin jednak nie ustąpi tak łatwo, skoro w końcu znalazł kobietę, którą raz musiał porzucić i dotąd nie dał rady odnaleźć. A Miranda nigdy nie wchodzi dwa razy do tej samej rzeki. Czy zrobi wyjątek?

Historia niestety jest dość przewidywalna. Zaskoczyło mnie kilka elementów i niemal sama się popłakałam przy wprowadzeniu w jeden z wątków (do kontrastu z bohaterką), ale potem szybko domyśliłam się ich dalszego przebiegu. To jest spory minus tej książki. Niemniej przyznam, że wciągnęła mnie i czytałam ją z przyjemnością. 

Polubiłam postać Mirandy, Gavina w sumie też, a Andy mnie czasem rozkładał na łopatki. Bohaterka była zdecydowana, nie ulegała tak łatwo gierkom eks-kochanka i twardo stała przy swoim. Gdy zmiękła, zrobiła to tylko po to, by udowodnić, że skończyła z jedną ważną rzeczą dla bohatera i tym samym odwróciła kota ogonem, bo sama weszła do gry (tak, wiem, z czym to się może Wam kojarzyć). Gavin z kolei często wydawał mi się ciapą, jakby nie mógł się zdecydować, czy być casanovą, czy synalkiem tatusia, czy nie być w ogóle i wrócić do Chin do roboty w menedżerce. Cóż, nie przekonał mnie do siebie, ale nie był zły. Andy ze swoją przyjacielskością i nielicznymi, ale zawsze jakimiś perypetiami małżeńskimi był przezabawny. Jedyną denerwującą postacią była Allison, ale domyślam się, że taki był cel autorki. Tony, Brando i reszta włoskiej ekipy byli do zniesienia, ale dość często również miałam ich dość. Dobrze, że nie pojawili się zbyt wiele razy.

Mam też małą zagwozdkę co do języka. Tym razem pani Probst pozwoliła zaszaleć swojej pisarsko-językowej fantazji trochę za bardzo i powstało kilka kwiatków jak na przykład:
"Jej słowa zawibrowały mu w uszach jak podczas turbulencji w samolocie"

Porównanie pierwsza klasa, prawda? Nie będę cytowała tu wszystkiego, ale troszkę się pod tym względem zawiodłam.

"Miłość o smaku cannoli" jest według wielu recenzentów najsłabszą książką autorki. Wychodzi więc na to, że poznaję się z panią Probst nieco od tyłu. Najpierw kosztowałam deser - "Grę o miłość", teraz zabrałam się za przystawkę w iście włoskim stylu, a na danie główne szykują mi się dwie pozostałe dostępne u nas powieści autorki. I przyznam, że mimo iż książka jest słabsza od mojego pierwszego spotkania z autorką, to apetyt na kolejne powieści jej pióra mi wzrósł. Więc już szykuję widelec z nożem i idę wykroić w kalendarzu trochę czasu na zasmakowanie w nich, a Wam gorąco polecam zapoznanie się z twórczością Jennifer Probst.

Za możliwość przeczytania kolejnej książki pani Probst dziękuję księgarni Matras oraz wydawnictwu Akapit Press.