Autor: Scott Lynch
Tytuł: Kłamstwa Locke'a Lamory
Tytuł oryginału: The Lies of Locke Lamora
Seria/cykl wydawniczy: Niecni dżentelmeni 01
Wydawnictwo: MAG
Tłumaczenie: Wojciech Szypuła, Małgorzata Strzelec
Data wydania: październik 2013
ISBN: 978-83-748-0394-6
Liczba stron: 556
Cena: 39 zł
Natalia - moja ocena: 5/10
Każdy ma książki, nad których lekturą się nieźle namęczył i nieraz wręcz zasapał, ale z bliżej niezrozumiałego powodu szedł w zaparte i czytał dalej. Tak było u mnie z "Kłamstwami Locke'a Lamory" Scotta Lyncha. Kolejna książka w ostatnim czasie, co do której mam mieszane uczucia, ale ratuje ją fakt, że jest debiutem autora. W sumie dodaje jej to nawet wiele walorów.
Locke Lamora jest obiektem wielu podań i legend krążących z ust do ust. Jedni wierzą, a drudzy mocno podważają istnienie Cienia Camorry... dopóki Locke nie zaczyna kraść. Nie byłoby się czemu dziwić, gdyby nie to, że chłopak okrada tylko tych najbogatszych i bierze udział tylko w tych najtrudniejszych napaściach, zawsze odnosząc sukces. Wszystkie zdobycze przeznacza dla siebie i swojego gangu złodziei zwanych "Niecnymi Dżentelmenami". Niespodziewanie nad miasto nadpływają ciemne chmury, a nad przestępczym światkiem czyha groźba wojny gangów i niechybnej śmierci. Jeśli ktokolwiek chce wyjść z niej cało, będzie musiał stawić czoła pomysłowości i lojalności. A Locke Lamora bardzo chce przeżyć.
Do książki od początku podchodziłam sceptycznie. Nie
ukrywam, że w fantastyce najbardziej cenię sobie dobry humor i wątki romansowe,
ale nie muszą się one ze sobą łączyć. Nawet brak historii miłosnej przeboleję,
o ile powieść jest zabawna i dobrze napisana. O ile humoru tu niestety nie
znalazłam, poza momentami, gdy śmieszył mnie spryt Lamory, to styl autora jest
niesamowicie dobry jak na debiut. Język jest barwny, plastyczny, zdania
świetnie zbudowane. Przyznam, że głównie dla niego nie przerwałam lektury
książki po pierwszych 40 stronach - nie treść, a sposób jej ujęcia mnie
zaciekawił. To się rzadko zdarza. Poza tym nie mam w zwyczaju odkładania
rozpoczętych książek na półkę, o ile ich nie skończyłam.
Jak wspomniałam, ledwo się powstrzymałam przed przerwaniem
czytania. I to nie na chwilę, tylko już na amen. Początek okropnie mnie nudził.
Owszem, pierwsze kradzieże Lamory były zabawne i poza interesującym stylem, one
również wzbudziły moją ciekawość. Reszta jednak wręcz krzyczała:
"Przestań, męczysz się, odłóż mnie na półkę i nigdy nie wracaj!" Cóż,
nie posłuchałam. Nie żałuję i żałuję jednocześnie. Historia jest ciekawa - w
miarę. Bohaterowie są oryginalni - całkiem, całkiem. Język jest bogaty i
plastyczny - w pełni się zgodzę. Jednak wiele mi w tej powieści zabrakło. Po
prostu chyba nie moja działka fantastyki.
Przede wszystkim większość czasu łudziłam się, że zrobi się
o wiele ciekawiej., a bohaterowie nieco ulepszą swoje charaktery. Byli w miarę
udani, ale zbyt przewidywalni. Ich spryt budził podziw, ale nie na długo –
miałam wrażenie, że autor nie do końca był pewny tego, w jakim świetle chce
swoje postaci ukazać lub też zapominał o tym, jakie cechy zdążył nadać im
wcześniej. Tylko Lamora wybił się z tłumu i to też niezbyt mocno, aczkolwiek
dość wyraziście. Fabuła podobnie – prosta i przewidywalna, ale na pierwszy rzut
oka sprawiająca wrażenie przemyślanej. Z tego powodu nie mogę zrozumieć wielu
zachwytów, jaki to genialny debiut – czytałam wiele znacznie lepszych z tego
gatunku i książka Scotta Lyncha wychodzi na ich tle mocno przeciętnie.
Za książkę dziękuję wydawnictwu MAG i portalowi Sztukater.